Pora na Lazurowe wybrzeże po stronie francuskiej. Włoska strona była niesamowicie "lazurowa" ale jak się okazuje francuska jest jeszcze bardziej :) Różnica polega na tym iż po stronie francuskiej jest więcej plaż kamienistych i szersze przesmyki morskie. Oczywiście całe Lazurowe Wybrzeże jest przepiękne, każdy kilometr warto zobaczyć, bo każdy jest cudny i odmienny od pozostałych.
Wracając do miasteczka Menton we Francji gdzie spędziliśmy kolejny dzień opalając się na plaży i smakując miejscowych specjałów. Menton od włoskiej granicy dzieli zaledwie kilka kilometrów, stąd też trudno nie znaleźć tu Włocha. Włochów jest tu prawie połowa - w końcu przyjeżdżają tutaj odpocząć - mają nie daleko ale za to w innym kraju :)
Miasto ma swój urok typowy dla miasteczek południowe Francji. Jest tutaj cicho i spokojnie a zimą podobno najcieplejsze miejsce na Lazurowym Wybrzeżu. Menton znane jest z uprawy cytryn. Co roku w lutym począwszy od Mardi Gras (tłustego wtorku) rozpoczyna się tu Fete des Citrons - Festiwal Cytryn, podczas którego miasto wypełnione jest olbrzymimi cytrynowymi posągami.
Warto jest przejść się długą promenadą udając się w kierunku włoskiej granicy a następnie wspiąć się w górę miasta mijając starą część zabudowań - docenicie widoki z samej góry.
Jeżeli chodzi o kuchnie to oczywiście polecam owoce morza - krewetki, mule, chomary i inne morskie żyjątka. Zamówienie przyjmie od was i ukucharzy prawdziwy francuski "Rene" jak z filmu "alo, alo". Osoby, które na widok morskich stworzeń uciekły by z restauracji - mogą zasmakować znanej już pizzy, która w wersji francuskiej różni się jedynie tym iż na pizzy rozrzucone będą francuskie frytki.
Przed nami kolejny dzień podróży - tym razem do Królestwa Monaco i słynącego z najwspanialszych kasyn i tysiąca zrealizowanych tam filmów miasta Monte Carlo

Zadaj pytanie autorowi artykułu