Kolejne dwa dni przeznaczyliśmy na Palenque miejscowość położoną w stanie Chiapas w Meksyku. W odległości ok. 7 km od niej w 1746 r. odkryto ruiny miasta Majów i tam się udamy jak tylko trochę odpoczniemy po ostatniej eskapadzie.
Jako że postanowiliśmy podróżować wczesnym rankiem - mamy cały dzień na zwiedzanie ruin i wieczór na meksykańskie jedzenie.
Najlepszym sposobem aby przemieścić się z miejsca na miejsce jest Collectivo - taki bus o którym już pisałem wcześniej. Jeździ ich sporo, z reguły są zapełnione po brzegi ale zawsze uda wam się do niego wcisnąć a mimo wszystko zawsze ktoś jeszcze wejdzie.
Dojeżdżamy do Parku. Za wjazd do Parku musimy zapłacić - wszyscy wychodzą kupują bilety, wsiadają z powrotem i jedziemy jeszcze jakiś kilometr. Na miejscu kupuje się bilet do strefy archeologicznej. Oczywiście można zobaczyć też muzeum, gdzie ponoć są odnalezione szczątki kosmity.
My zafascynowaliśmy się ruinami, które w porównaniu z Chichen Itza są zacznie ładniejsze obszerniejsze, tajemnicze i mniej komercyjne. Zobaczycie sami iż to miejsce ma w sobie ducha.
Same ruiny znajdują się już na pograniczu gór i dzięki temu klimat jest chłodniejszy, pogoda bywa różna i wszędzie jest zielono i duszno - prawdziwa jungla :)
Wśród zwiedzających największą sensację wzbudziła Świątynia Inskrypcji. Zbudowana została na piramidzie schodkowej o wysokości 16 m złożonej z dziewięciu stopni. Wejścia do niej mieszczą się pomiędzy sześcioma filarami. Po obu stronach wejścia wykuto hieroglify to od nich pochodzi nazwa świątyni. We wnętrzu świątyni odkryto przejście do krypty grobowej.
Wewnątrz krypty znaleziono sarkofag ze szkieletem Pacala Wielkiego, władcy Palenqué. Twarz władcy przesłonięta była jadeitową maską.
Inne zabytki a jest ich tu całkiem sporo to:
- Świątynia Hrabiego
- Świątynie Krzyża,
- Słońca
- Ulistnionego Krzyża
Ruiny to kompleks kilku budynków i trzech dziedzińców wzniesionych na przestrzeni życia kilku pokoleń.
Na środku placu stoi czterokondygnacyjna wieża, jest też boisko do gry w pelotę i pozostałości kamiennego akweduktu, który prowadził wodę z rzeki Otulum.
Warto również wybrać się do ukrytego w gęstwinie ogromnego wodospadu u podnóża, którego znajduje się muzeum. W upalny dzień taka dawka bryzy na pewno się przyda.
Dla ciekawskich dodam iż od 1987 roku ruiny wpisano na listę światowego dziedzictwa UNESCO.
Po dobrych kilku godzinach wracamy do Palenque. Samo miasto jest dość przyjemne, nie wielkie ale spokojne i miła atmosfera, dobre jedzenie i nie widać turystów w szczególności amerykanów - jak już są to wszyscy mieszkają w "Hotelu amerykańskim".
Co do cen hoteli to warto się rozglądać - można znaleźć coś taniej. Dobrze jest mieć ze sobą gotówkę. Bankomat zawsze jest na stacji ADO ale nie ma co liczyć na jeden bankomat w okolicy.
Jak ktoś z Was bedzie podróżował - niech zapyta o Hostel (chyba jedyny w okolicy) - na trasie do ruin. Za bardzo rozsądną cene można mieć naprawde dobre warunki - nawet lepsze niż w hotelu. Adresy Hosteli znajdują się w przewodniku Lonely Planet w wersji hiszpańskiej. Polska edycja jest baaardzo uboga w formę i nie sugerujcie się polecanymi w niej miejscami - bo już dawno nie istnieją albo odstają cenowo.
Podróżując autobusami spotykamy mnóstwo ludzi, którzy tak jak my podróżują zwiedzając świat. Poznaliśmy dziewczynę, która podrózuje już 12-ty miesiąc i sporo Holendrów, którzy różnie ale 4,6,8 miesiąc jeżdżą po Ameryce Środkowej i Południowej.
To tyle z Palenque. Przed nami wyznaczanie kolejnej trasy podróży. Może następnego dnia pojedziemy do Gwatemalii?

Zadaj pytanie autorowi artykułu