Zaczyna świtać gdy dojeżdżamy do miasteczka Villahermosa. Kilka godzin wcześniej wyjechaliśmy z Meridy a udajemy się w góry na południe Meksyku. Nie uwzględniliśmy w planach pozostać dłużej w Villahermosa jednakże tak nam się tutaj spodobało iż zmieniliśmy zdanie :)
Na początek szybki rekonesans miejsca, jakiś hotel lub hostel. Udało nam się znaleźć całkiem przyjemny nie drogi hotel. Standardem nie grzeszył ale był ze śniadaniem, nie daleko dworca ADO, centrum miasta i oczywiście za przystępną cenę.
O 9 byliśmy już gotowi pozwiedzać ten miły i przyjemny zakątek Meksyku. W wielu (polskich) przewodnikach to miejsce uważane jest za hałaśliwe i nędzne - najwidoczniej ktoś kto pisał te polskie przewodniki nigdy tu nie był.
Dla mnie duże rozwinięte miasto, głównie dzięki przemysłowi naftowemu i stojącej nie daleko rafinerii ropy. Piękne i zadbane parki, komunikacja miejska :) co na warunki Meksyku to rarytas. W porównaniu do Merdidy - niebo a ziemia.
Nie daleko od centrum miasta 2 - 3 km znajduje się ogromny park muzeum, które zawiera pamiątki po Olmekach, a wśród nich rzeźby bazaltowych głów o wadze 18 ton każda. Park jest tak skonstruowany iż można odczuć wrażenie że przebywa się w jungli - zwłaszcza gdy miedzy nogami przebiega Ci jakieś zwierze a w stawie nieopodal kąpią się aligatory.
Szczególnie polecam odwiedzić "ptaszarnie" znajdziecie tam mnóstwo odmian papug i innych kolorowych ptaków.
Jak było by wam tego było mało to udając się drogą (przy której jest muzeum) dalej jakieś 15 km dojedziecie do Parku safari a tam żyrafy, hipopotamy i inne zwierzaki i oczywiście papugi.
Bardzo luźny i spontaniczny dzień. Przydaje się w czasie podróży taki właśnie dzień odpoczynku.
Jak się dostać do tego parku safari. Najlepiej specjalnym autobusem, który odjeżdża od piątku do niedzieli spod wejścia do parku Olmeków. W pozostałe dni - najlepiej Collectivo albo stopem.
Dzień należał do udanych. Wróciliśmy do hotelu późnym wieczorem. Opracowaliśmy dalszą trasę i kolejnego dnia najlepszymi liniami autobusowymi w meksyku - ADO udaliśmy się w dalszą podróż.

Zadaj pytanie autorowi artykułu