Wyjeżdżamy z Palenque i jedziemy na południe w stronę Gwatemalii. Chcieliśmy jechać w kierunku granicy z Gwatemalą ale nie udało nam się kupić biletów na autobus a następny był za 4h.
Dworzec ADO w Palenque jest nie wielki stąd też spotkaliśmy kilku znajomych ze szlaku i wymieniliśmy poglądy co do celu podróży. Po krótkiej wymianie zdań postanowiliśmy się wybrać do San Cristóbal de las Casas a że sprzyjała temu okazja bo właśnie nadjeżdżał autobus do San Cristobal to pojechaliśmy.
Teraz porada dla podróżujących tą trasą!!! Nigdy nic nie jedzcie przed podróżą tą trasą. Teren górzysty a autobus na pograniczu urwiska jechał z nad wyraz dużą prędkością. Cały autobus miał mdłości. Dobrze ze ADO wyposażone są w toaletę na tyłach autobusu bo inaczej źle się to mogło skończyć.
Zanim po 4 godzinach jazdy dotarliśmy do celu - chyba każdy w autobusie odwiedził toaletę. Przyznaje iż była to najbardziej męcząca podróż jaką odbyłem.
Po 4 godzinach jazdy dotarliśmy do przepięknego miasteczka. Położone na ponad 2100 m. miasto z widokiem na góry przypomina nasze polskie Zakopane. Jest tutaj trochę chłodniej co po upalnej Chichen Itzy to miła odmiana.
Miasto od razu nam się spodobało ze względu na klimat, miejsce i ludzi. Na dworcu jest świetnie wyposażona informacja turystyczna, która pomoże wam szybko, tanio znaleźć miejsce do spania oraz opowie o miejscowych walorach turystycznych.
Polecam zatrzymać się w hostelu studenckim - najbardziej znane lokum w mieście. Świetny jest też hotel tuż przy dworcu.
Pierwszy dzień, lub przynajmniej te parę godzin, które nam zostały postanowiliśmy poświęcić na zwiedzanie miasteczka, poznać miejscowe specjały i trochę odpocząć.
W San Cristobal można odwiedzić Katedrę przy Plaza del Marzo, czy kościół Santo Domingo lub też plac ze straganami gdzie poza wykonanymi przez Indian obrusami, pelerynami, szalikami i innego rodzaju wyrobami można skosztować miejscowych specjałów.
Polecam wybrać się na targ. Jeden jest u wejścia do Katedry a drugi przy placu kolo kościoła San Domingo (oba na linii jednej ulicy po 2 stronach miasteczka). Wspaniale smakują smażone platany lub banany w cieście bądź też specjał rajskie jabłuszka w spirytusie.
Moim zdaniem kraj i miejsca powinno się poznawać od kuchni i najlepszym sposobem na poznanie specjałów serwowanych w okolicy jest ich spróbowanie prosto ze straganu ulicznego. Naprawdę warto zważywszy iż w większości są to przysmaki Indian :)
Wracając w kierunku Plaza del Marzo znajdźcie chwile aby wstąpić na kawę i ciastko. Po drodze zobaczycie wyśmienitą kawiarnię z muzyką na żywo. Każdy może tam zagrać i zaśpiewać a przy okazji skożystać z internetu :)
Kolejny dzień zaczynamy od wybrania się na przejażdżkę konną do oddalonej o 20 km wioski indiańskiej. Nie dodałem iż górzyste okolice miasta zamieszkane są głównie przez miejscowych Indian, pierwotnych mieszkańców tych ziem. Mieszkają oni w małych wioskach, położonych wysoko w górach, posługując się swoimi językami i mimo iż znamy język Hiszpański to trudno jest się z nimi porozumieć. moim zdaniem połowa ludzi w mieście to Indianie lub potomkowie Majów bądź też Gwatemalczycy, którzy przyjechali tutaj sprzedawać swoje własnoręczne wyroby ze skór, wełny lub sznurka.
Codziennie o 9 rano chętni na jazdę konną zbierają się w ustalonym miejscu - szukajcie ulotek dotyczących konnych wycieczek. Można pokusić się na 3 dniowy wyjazd z nocowaniem w wioskach indiańskich lub wybrać się w kilkugodzinna przejażdżkę. Naprawdę warto wybrać się konno do wiosek indiańskich położonych głęboko w górach. Po pierwsze nie dojedzie się tam samochodem po drugie tak jest przyjemniej.
My jeździmy konno - stąd też nie straszne nam było wybrać się na kilka godzin w góry.
Pamiętajcie aby zabrać ze sobą jakieś słodycze dla dzieci z wiosek. Najlepiej jak będą to czekoladki Kinder albo cukierki - coś czego jest w dużej ilości. Nigdy nie dawajcie pieniędzy zawsze słodycze i nigdy nie więcej niż po jednym każdemu dziecku, w przeciwnym wypadku będziecie zmuszeni dać każdemu po tyle samo. Te porady stosujemy już od dawna i zawsze skutkują takim samym powodzeniem.
Po kilku godzinach jazdy dotarliśmy do wioski indiańskiej, gdzie nikt już nie mówił w zrozumiałym dla nas języku. Warto zapamiętać iż nie wolno robić zdjęć indianom. Ludzie wierzą iż zabiera im się duszę robiąc zdjęcie. Konie odpoczęły - wracamy
To był wspaniały dzień i nawet udało nam się zagalopować na meksykańskim koniu. Myślę że 3 dniowy konny wypad w góry byłby jeszcze lepszy jednak nie trafiliśmy na grupę która wyjeżdża w poniedziałki i czwartki rano.
Kolejny dzień był dniem zakupów. Kupiliśmy hamak ale o nim później. Kupiliśmy jeszcze mnóstwo innych rzeczy, które naprawdę warto nabyć po naprawdę niskich cenach.

Zadaj pytanie autorowi artykułu