Aklimatyzacja konieczna, bo 3,5 tys. m to już całkiem wysoko. Zimno: raz słońce raz śnieg. A wogóle okazało się, że dopiero od kilku dni przed naszym przejazdem można wogóle do BC dojechać. Po drodze jest rzeka górska Aczyk-Tasz (albo jakoś tak) przez którą się przeprawia samochodem a jak topnieją śniegi na wiosnę, to rzeka się robi szeroka na kilkaset metrów i żaden samochód nie przejedzie.

Widok z "plateau" o na "siodło" oraz (na górze) C3 i (niżej) 'nasz' obóz
dodano Niedziela, 10 stycznia 2010

Przeloty bez niespodzianek (przemiłe panie na Okęciu przepuściły dość spory nadbagaż) i

11 lipca z rana byliśmy już w Osz czyli takim kirgiskim Zakopanem.


Zrobiliśmy zakupy (gaz + jedzenie), załatwiliśmy u znajomych Kirgizów permity i wsiedliśmy do jeepa, aby dojechać do BC.


Zajęło to aż 12 godzin, bo jeep się cały czas psuł a konkretnie filtr paliwa się zatykał - może więc to nie była wina biednego jeepa a specyficznego lokalnego paliwa.


12 lipca odpoczynek i aklimatyzacja w klasycznej jurcie.

Aklimatyzacja konieczna, bo 3,5 tys. m to już całkiem wysoko (1 km wyżej niż Rysy).
Zimno: raz słońce raz śnieg. A wogóle okazało się, że dopiero od kilku dni przed naszym przejazdem można wogóle do BC dojechać.

Po drodze jest rzeka górska Aczyk-Tasz (albo jakoś tak) przez którą się przeprawia samochodem a jak topnieją śniegi na wiosnę, to rzeka się robi szeroka na kilkaset metrów i żaden samochód nie przejedzie. Wtedy do BC można się dostać wyłącznie droga powietrzną (są zresztą tacy, co tak robią - pod BC jest polowe lotnisko).


13 lipca załadowaliśmy najcięższy bagaż na konie i na lekko poszliśmy do C1 przez sławna Przełęcz Podróżników na 4,000m. Pogoda nadal zmienna ale po 6 godzinach znaleźliśmy się w komplecie w C1. Krajobrazy jak zwykle wspaniałe: różnokolorowe góry, potężne czoło lodowca
a potem od 4,100-4,200m w górę kilka km marszu w mokrym śniegu.



W nocy śnieg wciąż padał i było bardzo zimno ale w wynajętym namiocie było bardzo fajnie - dwuosobowy, drewniana podłoga - luksus!


Niestety 14 lipca okazało się, że z powodu dość szybkiego znalezienia się na znacznej wysokości A i S się źle czują...


Decyzja mogła być tylko jedna: zejście w dół i powrót do BC. I tak się stało ale obie połówki ekipy miały łączność przez krótkofalówki.

15 lipca pogoda całkiem całkiem - poszliśmy (M i R) przez lodowiec do góry do C2 aby założyć depozyt czyli namiot + gaz/jedzenie. Głowy nie bolały a i apetyt niczego sobie.


Śniegu dużo więcej niż w 2007. naliczyłem 12 szczelin widocznych w tym kilka całkiem sporych (ale w zasięgu skoku) ale ...diabli wiedzą, ile było pod nogami tych niewidocznych, zapewne dużo więcej niż 12. No ale przejście przez lodowiec ma to do siebie. ...na pewno nikt się nie nudzi podczas przejścia. Oczywiście szliśmy połączeni liną asekuracyjną. Po ponad 8 godzinach marszu nieco zmęczeni dotarliśmy do C2, rozłożyliśmy namiot i zdecydowaliśmy, że zostaniemy na noc...


...i to był błąd, bo noc była koszmarna! Bardzo zimno + huraganowy wiatr = zero spania. Dodatkowo u M. pojawił sie ból głowy a w namiocie nie wiadomo skąd cały czas pojawiała się woda a więc co 2-3 godziny szmaty w ruch, czego przez sen i tak nie dałoby się zrobić.

Dobra wiadomość przez krótkofalówkę: A i S wrócili w znacznie lepszej formie z BC do C1.

16 lipca z rana musieliśmy przełożyć namiot w inne miejsce i zabezpieczyć, żeby nie odleciał. Praca dość męcząca, bo wciąż porządnie wiało. Potem powrót lodowcem w dół do C1. Miło, bo pogoda się poprawiła a ból głowy zniknął bez śladu.


17 lipca A i S pełni pozytywnej energii w b. dobrym tempie weszli i zeszli do/z C2 a my czyli M i R się poobijali (odpoczynek, planowanie dalszych kroków, pranie, mycie, golenie i generalnie ogólne ładowanie akumulatorów).


Wieczorem cała ekipa znowu razem. Znakomite szaszłyki po 10$/szt i inne hmm potrawy (w tym takie, których się raczej nie zaleca powyżej 4,000m). Poznaliśmy grupę Poznaniaków. Tak wogóle, jak już kogoś spotykaliśmy z Polski, to wyłącznie z Poznania.



Doszły nas niestety złe i dobre wieści: podobno na wejściu do C3 jest śniegu po pas lub więcej, pogoda ma być tylko 2-3 dni a potem załamanie i -30-40 st. C ... ale szykuje się (podobno) jakaś hiszpańska wielka ekipa, która ma pójść na górę i oczywiście utoruje drogę dla innych.

Cały rozplotkowany C1 był bardzo ta perspektywą podeekscytowany. Tzn, tym, że KTOŚ wreszcie utoruje drogę przez głęboki (podobno) śnieg.


18 lipca weszliśmy (M i R) znowu do C2 - forma znakomita, 6.5 godziny, pogoda idealna.
Szczeliny się trochę pozmieniały ale nadal można było je w miarę spokojnie poprzeskakiwać. A i S odpoczywali w C1 czyli mieli tzw. rest.


19 lipca A i S dołączyli do C2 ale totalnie się wypompowali na podejściu. My za to rest ale podczas poprawiania namiotu M. przeżył mały dramat w postaci ataku tzw. korzonków! #@&!

20 lipca korzonki M. miały się całkiem nieźle i cała ekipa poszła w górę do C3 przy bardzo dobrej pogodzie. Śniegu sporo (zdecydowanie więcej niż w 2007) ale nie było tak źle, jak głosiły plotki.


M i R wciąż w dobrej formie (czas 4godz40min) i po 20min pobytu na Piku Razdielnaya powrót do C2. A.doszła dużo później a S zawrócił na 100m przed Razdielną.


21 lipca wszyscy rest + ładowanie baterii, planowanie i gotowanie
wody/jedzenie.


Cały czas prowadzimy nasłuch najnowszych plotek przez krótkofalówki. Podobno silna hiszpańska ekipa doszła tylko do C2 ...i zrezygnowała.


Również (podobno) Rosjanie się szykują na górę ale nie wiedzą kiedy. W C2 kręciła się liczna zorganizowana kupa Niemców albo Szwajcarów a także Francuzów. Namioty już na nich czekały a przewodnicy przynieśli kupę zaopatrzenia.


No cóż, można i tak...

22 lipca nisko energetycznie czyli powoli i nienerwowo ponowne wejście do C3. Po drodze minęliśmy znaną już grupę z Poznania - siedząc przez chwilę razem na 60 st. stoku ubiliśmy mały interes: pożyczyliśmy namiot.



Weszliśmy na Razdielną i zeszliśmy 100m niżej na "siodło", tam założyliśmy obóz. Straszna mordęga przy zabezpieczaniu bryłami śniegu namiotu (mogło tam bardzo mocno wiać a słyszało się tu i tam historie o LATAJĄCYCH namiotach).


Byliśmy trochę blisko olbrzymiego nawisu śnieżnego, co było nieco niepokojące ale ze zmęczenia przestaliśmy o tym myśleć a poza tym stało tak kilka innych namiotów. Z wieczornego nasłuchu: jakaś grupa nazajutrz atakuje szczyt! ...no to my oczywiście też...


23 lipca o 0600 wyszliśmy do góry. Forma była niezła, bo po 3 godzinach znaleźliśmy się na "plateau" na 6,400m. Pogoda narazie ok.


Widać było jakieś tam ślady ale słabe. Poszliśmy dalej. Na 6,440m wycofała się A. a na 6,540m S. M i R przeszli całe "plateau" i dotarli do morderczych poręczówek (stok miał pewnie z 70 st. nachylenia). Po ich mozolnym przejściu wysokość była już 6,840m.



Niestety ...zaczęliśmy mieć kłopoty ze znalezieniem dalszej drogi a w dodatku OCZYWIŚCIE zaczęła się psuć pogoda. Pojawiły się (trochę jakby za późno) pewne wątpliwości, czy aby na pewno ktoś przed nami szedł - w końcu nikt z góry nie wracał, na co cały czas liczyliśmy!


Po około godzinnym brnięciu w głębokim śniegu i wciąż spadającej widoczności (zaczął nieśmiało padać śnieg) zdecydowaliśmy o odwrocie. Łatwo powiedzieć, trudniej wykonać: z nieśmiałego opadu śniegu zrobiła się nie wiedzieć kiedy śnieżyca i ...raz-dwa zasypało nasze ślady.


Kolejną godzinę szukaliśmy drogi powrotnej - zaczęło być nieprzyjemnie blisko zmroku (godzina około 1700) i już rozglądaliśmy się za miejscem do noclegu czyli de facto miejscem, gdzie można było wykopać jamę. Generalnie nocleg w takich warunkach (czyli tzw. kibel) byłby arcy niemiłym przeżyciem i do pewnego stopnia niebezpiecznym.


Na szczęście w krótkim przejaśnieniu znaleźliśmy poręczówkę (szczęście po raz pierwszy) ! Jak najszybciej zeszliśmy w dół na "plateau" a potem (prawie biegiem) przebyliśmy samo "plateau".

Znaleźliśmy zejście i tu mniej więcej zastał nas zmrok. Widoczność de facto i tak była zero, bo sypał gęsty śnieg i światło z czołówki w zasadzie pogarszało sprawę. Mieliśmy co prawda łączność krótkofalową z resztą ekipy ale bez kontaktu wzrokowego nic to nie dawało...


W związku z tym postanowiliśmy spróbować "na czuja" zejść niżej. To była dość nerwowa godzina, bo gdybyśmy za bardzo zboczyli na boki, to nie dość że nie trafilibyśmy na "siodło", gdzie stał nasz namiot, to jeszcze mogliśmy trafić w bardzo nieprzyjemne rejony (nawisy śnieżne albo skały). Rozważaliśmy też kibel ale na stromym stoku nie było warunków do
wykopania jamy śnieżnej.


Na szczęście (po raz drugi tego dnia) A i S zauważyli nasze czołówki i zaczęli nas namierzać na "siodło"... O 2230 byliśmy w namiocie. Warto wspomnieć, że o 2200 mieliśmy dodatkową atrakcję tego pełnego przeżyć dnia: ziemia czy raczej śnieg pod naszymi stopami nagle drgnął przy akompaniamencie basowego BUM, które się czuło całym ciałem ... No cóż: zmęczenie odeszło, jak ręką odjął i resztę dystansu do namiotu przebiegliśmy jak spłoszone zające.

Prawdopodobnie część pobliskiego olbrzymiego nawisu śnieżnego się oberwała i nagle przemieściły się tysiące ton lodu/śniegu.


24 lipca oczywiście rest i leczenie ran psychicznych. Pogoda złośliwie przepiękna a z nasłuchu się dowiedzieliśmy, że o 04:00 jacyś Francuzi (zapewne z czystej złośliwości) poszli na szczyt! Duża niesprawiedliwość! (czy raczej zazdrość, że oni mają pogodę a my nie). Cała ekipa odbyła też poważną dyskusję CO DALEJ. Wnioski były takie:


Szukamy przewodnika albo podłączamy się do większej ekipy. Jeśli to się nie uda, idziemy do góry jeszcze raz ale pod warunkiem IDEALNEJ pogody a przy najmniejszych chmurach przerywamy atak i ewakuujemy się.


I na wszelki wypadek bierzemy ze sobą namiot, gaz, palnik i trochę żarcia na wypadek kibla. Rozważaliśmy też założenie C4 na "plateau" ale ponieważ WSZYSCY o tym mówili a NIKT C4 nie zakładał (mocno podejrzane), zrezygnowaliśmy z tego pomysłu.


Po południu M i R weszli na Razdielną pogadać z ludźmi ale okazało się, że tam poza resztą ekipy francuskiej nikogo nie ma - inne większe ekipy dopiero idą do C2.


Próba znalezienia przewodnika przez krótkofalówkę także zawiodła. Najwcześniej moglibyśmy mieć rosyjskiego przewodnika za 3 dni. Wieczorem pogadaliśmy z wracającymi Francuzami, tymi co o 04:00 wyszli i, jak się okazało, zdobyli szczyt!!! (no i wiadomo, że przy okazji zrobili ślady i/lub przetorowali drogę). Zatem została opcja 2 ale powiedzieliśmy sobie, że oprócz bardzo dobrej pogody za dnia warunkiem jest bezwietrzna noc (żeby nie zasypało ww. śladów
Francuzów).


Z nasłuchu wiedzieliśmy też, że prognoza na następny dzień jest znakomita. Oczywiście bezsenna noc upłynęła na nasłuchiwaniu, czy wieje czy nie...


....i tak się stało: całkowite zero wiatru! (CUD?)

 

Zatem 25 lipca II atak i wyjście o 0530 przy czystym niebie. ...opis fantastycznego wschodu słońca i kapitalnej widoczności na setki gór jest poza zasięgiem literackim autora ...


Tymczasem już na podejściu do "plateau" wycofała się A (krwotok z nosa).


Reszta ciągnęła dalej: wejście na "plateau", samo niekończące się "plateau", znana poręczówka a potem, jak się okazało, jeszcze straszny (to na wysokości ponad 6,800-6,900m!) kawał drogi z kolejnymi "szczytami", gdzie wydawało się kilka razy, ze to już Pik a tu jeszcze trzeba dalej iść...

...ale o 1655 stanęliśmy na szczycie!!!



Pik Lenina POKONANY!!! (zresztą wcale nie wyglądał jak pik a raczej płaska nieregularna powierzchnia kilkadziesiąt na kilkadziesiąt m - no ale nie ma co narzekać). Pogoda wciąż idealna. Po półgodzinnej sesji zdjęciowej powrót bez przygód w zupełnie innej scenerii, niż niesławny odwrót M i R dwa dni wcześniej...


W C3 zameldowali się kolejno: M o 2100, R o 2200 a S o 0000. 25 lipca zwijanie "szpejowni" i zejście najpierw do C2 (o dziwo znowu namiot pełen wody - kolejny CUD?) a potem z jeszcze większą ilością szpejów do C1 i to mimo tego, że rozdaliśmy żarcie, np. liofy w ramach budowania relacji międzynarodowych daliśmy Ukraińcom.


Trasa C2 - C1 (przez lodowiec) była niezwykle męcząca z uwagi na ponad 20kg na plecach i z uwagi na popołudniową porę, bo śnieg zmiękł i szczeliny urosły - parę skoków było całkiem emocjonujących!

Z C2 "zgarnęliśmy" też A. Wieczorem w C1 oczywiście imprezka z udkiem kurczaka i nie tylko. Były też i zawody z kucharzem obozowym Diadią Wanią (tak się kazał nazywać) polegające na
siłowaniu się ..palcami, kiedy to S. (ze swoimi stalowymi palcami alpinisty) niespodziewanie złamał Wani palec - no ale to zupełnie inna historia.


26 lipca nadaliśmy cięższy bagaż na konie i na lekko (przy ładnej pogodzie) poszliśmy do BC.


Po drodze (5 godzin) obserwacje przyrody i niezwykle zmiennych krajobrazów oraz całe stada świstaków.

Jak szliśmy z BC do C1 13 lipca widoki były raczej śnieżne a teraz było wiosennie czy raczej wiosennie-polodowcowo: kamienie, kamienie i kamienie, zieleń symboliczna, dużo strumieni.

No i całe rzesze rudych świstaków.

Późnym popołudniem już BC i kolacja - dopiero wtedy zepsuła się pogoda i zaczął padać śnieg.


27 lipca rest w BC (bardzo zimno: śnieg i wiatr).


A 28 lipca pojechaliśmy z powrotem do Osz ale na szczęście już nie jeepem a uazem i to poza późniejszymi przelotami (w tym bezlitosnymi w kwestii nadbagażu paniami
na lotnisku w Biszkeku) właściwie był już KONIEC wyprawy...

 

strona: 1 2 3 4 5 6 7 8 9


Galeria użytkownika

  • Zwarta i gotowa ekipa na Okęciu
  • Luksusowa jurta w BC
  • Nie mniej luksusowe namioty w C1 na tle lodowca - tam się idzie do C2
  • Widok na górną część lodowca i wielkie szczeliny
  • Impreza w C1, szaszłyki i nie tylko
  • Wyczerpujące podejście 300m w pionie na Pik Razdielnaya i C3
  • Autor na 6,840m - jeszcze nie wie, co go czeka mniej więcej za godzinę...
  • Widok z
  • 16:55 25 lipca Lenin padł!
  • Jeden świstak na warcie a reszta hasa po łące

Znajdź miejsce na mapie:

Użytkownicy nie dodali jeszcze miejsc, które warto odwiedzić będąc w okolicy. Zaloguj się aby mieć możliwość dodawania nowych miejsc.

Zadaj pytanie autorowi artykułu

Komentarze

Ta wiadomość nie ma jeszcze komentarzy

Dodaj komentarz

relacje z podróży

Góry Kirgistanu - Base Camp 3.500 m npm

Aklimatyzacja konieczna, bo 3,5 tys. m to już całkiem wysoko. Zimno: raz słońce raz śnieg. A wogóle...

Góry Kirgistanu - KONKLUZJA ...czyli udało się

KONKLUZJA ...czyli udało się. Mieliśmy wyjątkowo dobrą pogodę, dobry/mocny skład ekipy, sprzęt był...

Na stronach Portalu:
Społeczność podróżnicza
Relacje z podróży
Mapa świata przewodnik
Blog Podróżnika
Galeria zdjęć z podróży
Galeria filmów
Wasze miejsca
Porady podróżnika
Polityka prywatności
Forum Portalu Podróżnika
Przewodnik
Porównywarka ofert biur podróży
Wyszukiwarka książek
Narzędzia:
Kontakt
Reklama na Portal Podróżnika
Uwagi, błędy i dodatki
FAQ
Dodaj foto
Dodaj artykuł
Profil użytkownika:
Logowanie
Rejestracja
Newsletter
Portal Podróżnika © 2011